RENIO MÓJ DUCHOWY BRAT

 

Jest rok – chyba 1978 – pierwsze moje studenckie wakacje. Udało się – jadę a właściwie lecę na wycieczkę samolotem do Moskwy, Taszkientu, Buchary, Samarkandy. Azja środkowa a w Polsce komunizm!

Studencka wycieczka samolotem. Nikogo nie znam. Reszta uczestników z innych Wrocławskich i Opolskich uczelni. Wybierając tę wycieczkę, pomyślałem – Moskwa, ZSRR, Azja, tam trudniej pojechać – niż na zachód. Wtedy wydawało się to dziwne a jednak od tamtego czasu, pojechałem do Moskwy tylko dwa razy z teatrem a na zachód – wiele razy sam….

Spotkaliśmy się wszyscy –  we Wrocławiu, czy w Warszawie nie pamiętam? W każdym razie z Warszawy lecieliśmy do Moskwy a w Moskwie była przesiadka do Taszkientu.

Odprawa celna i wypełnianie jakiś deklaracji i formularzy

– czy nosisz i czy masz broń

– czy jesteś kryminalistą

– czy jesteś narkomanem i czy – wwozisz narkotyki

i wiele innych dziwnych pytań, które wydawały się nam z księżyca i powodowały rozbawienie, i jakiś irracjonalny nie do pohamowania śmiech.

I wtedy go Zauważyłem – wesołego, dowcipnego – Renia.

Renio, te wszystkie irracjonalne paragrafy, komentował, ośmieszał i bawił nas jak dobry kabaretowy aktor…

I tak powoli ta nasza  grupa – zaczęła się integrować.

I stało się już w samolocie siedzieliśmy obok siebie i bawiliśmy się  – dowcipkowali. Wystarczaliśmy sami sobie, a ja  powoli pisałem swój pierwszy z podróży dziennik

Potem w hotelu zawsze my – dwaj i ktoś ewentualnie – do nas…

Oficjalny plan wycieczki nas nie interesował, nie chodziliśmy do różnych Mauzoleów Lenina, Rewolucji i innych takich jakichś ideowych miejsc których w każdym mieście było pełno! Chodziliśmy swoimi ścieżkami komunizm i ideologiczna  indoktrynacja nie dla nas.! Na szczęście, nie spotkały nas za to, żadne konsekwencje, chociaż dawano nam do zrozumienia, że robimy źle!!!

Dzięki naszym ucieczkom – poznaliśmy prawdziwe życie, bywaliśmy gdzieś na obrzeżach miast, wchodziliśmy jak Rangersi do wiosek, na targi, piliśmy zieloną herbatę w tak dziwnych miejscach, że gdy później o nich opowiadaliśmy wzbudzaliśmy podziw i uznanie.

Poznawaliśmy prawdziwych mieszkańców, którzy, byli zdziwieni, że dziwaki  z innych światów docierają do nich.

Muzeów rewolucji i rożnych – ideowych pomników później – widziałem wiele ale żadnego dzisiaj nie pamiętam!

Pamiętam natomiast te zakazane  – ucieczki i rozmowy z miejscowymi ludźmi – to prawdziwe nie zakłamane życie – te potrawy i ten miód, który dodawano do zielonej herbaty i jak maczało sie w tym miodzie chleb i jak  Renio połknął muchę, która wpadła do miseczki. Połknąć muchę – by nie urazić gospodarza. Te rozmowy pamiętam do dzisiaj… i widzę wszystko co było za niewidzialną  bramą.

Tymi wspomnieniami kochany Reniu, żyję do dzisiaj nie w sentymentalnym sensie – żyję radością tamtego czasu chociaż  minęło ponad 40 lat…

Podczas zwiedzania Taszkientu, Buchary i Samarkandy wzbudzaliśmy wśród mieszkańców sensację, bo jak się później okazało nasze tupitejki, które kupiliśmy były jednymi z najdroższych no i okazało się, że  uchodziliśmy  za bogaczy. To właśnie z tego powodu zaczepiali nas ale najważniejszym było to że byliśmy z daleka – z nieznanej ziemi.

Pytano nas często skąd jesteśmy, a my opowiadaliśmy o Polsce, Europie o naszych miastach, kulturze i o naszym codziennym życiu. Byliśmy dla nich innym Światem – byliśmy drogą w nieznane a oni wędrowali z nami po naszych polskich miastach, zwyczajach, potrawach, historii. Byliśmy dla nich wycieczką którą odbywali z nami – opowiadaliśmy im o świecie, którego bez nas nie byli by w stanie w zobaczyć. A dla nas ich opowieści  były podróżą w nieznane!  Bo jak opisać pracownika sowchozu, który nie wie, że jest taki kraj jak polska, że mona studiować i mieć pieniądze by do nich przyjechać, że można nosić długie włosy. Jak zrozumieć, że w kolejce do fryzjera czeka policjant na służbie i pracownik sowchozu i kierowca ciężarówki i wszyscy czekając na swoją fryz-jerową kolejkę i piją razem wódkę . Jak opisać pracownika sowchozu, który nie rozumie dosłownie nic i po chwili rozmowy już wiesz, że się z nim nie dogadasz i wiesz, że został przez system tak wyprodukowany by robił tylko – to co mu się każe. System stworzony przez ludzi, który produkuje ludzi maszyny. W mauzoleach tego byśmy nie zobaczyli.

I zaraz po tym spotkaniu  z ekipą fryzjerską z którą jedliśmy ryby i razem pili wódkę – spotykaliśmy żołnierza, który w czasie 2 wojny światowej, maszerując ze swoją armią, był w Polsce, Austrii na Węgrzech i Berlinie. On wiedział, że jest inny świat, wiedział, że my odwiedzając go narażamy się na kłopoty tak samo jak on – narażał się częstując nas herbatą i miodem. Ten azjatycki żołnierz z medalami na piersiach zrobił sobie z nami zdjęcia i prosił by mu je później wysłać i już wtedy mówił

„wiem, że nie wyślecie ”

… Skąd on wtedy wiedział – bo był doświadczony przez wojenne życie? A my tego- życia dopiero doświadczaliśmy. Dzisiaj zrobił bym wszystko by mu te zdjecia wysłać. Za późno.

Zastanawiam się teraz jak my – wtedy bez telefonów komórkowych, GPS uw i tych wszystkich innych aplikacji dawaliśmy sobie radę jak dojeżdżaliśmy do tych wiosek i z nich wyjeżdżaliśmy jak docieraliśmy w te wszystkie tajemnicze  miejsca, gdzie tętniło prawdziwe życie?

A w hotelach i na oficjalnych wycieczkach – Inny Nieprawdziwy Świat.

W tym oficjalnym Świecie byliśmy pilnowani – przez rosyjskich tajniaków. Widzieliśmy ich – oni widzieli nas, czasem nawet rozmawialiśmy z nimi.

Po powrocie do polski już we Wrocławiu spotykaliśmy się często. Renio wprowadzał mnie w swój studencko polonistyczny świat. Zapoznawał mnie z ludźmi, którzy piszą i nawet chyba do jakiejś studenckiej gazety coś napisałem..

Reniu to  Ty przyczyniłeś sie do mojego debiutu….

Później, gdy leżałem w szpitalu na Ostrowie Tumskim na oddziale kliniki ręki ( musiałem z rączką i paluszkiem porządek zrobić )  Renio w tym szpitalu  odwiedzał mnie systematycznie

Mój duchowy brat!

Dziękuję Ci za to Reniu.

Studia….

Odwiedzaliśmy się nawzajem na swoich wydziałach i na mieście, czasem odwiedzałem Renia w jego domu… Jeździliśmy jego  ” białą albo kremową strzałą ” fiatem 125 p. do rożnych miejsc i tą białą strzałą przyjeżdżał Renio do mnie do szpitala i tą strzałą zostałem  zawieziony na dworzec we Wrocławiu by pojechać ” zdrowym ” do Opola!

Poznałem Renia mamę, jego tatę i zakład w którym produkował male metalowe samochodziki, które teraz, może gdzieś w muzeum zabawek – są. Blaszany samochodzik…. wspomnienie z dzieciństwa… bawiłem się nimi, mały chłopczyk. A może to były samochodziki ….  Renia  Taty…. Wspomnienie warsztatu  Renia Taty na Krzykach zaraz za wiaduktem po lewej stronie.

Dobrze  pamiętam Reniu?

Widzę teraz Ciebie, Tatę – maszyny samochodziki twoją białą strzałę – zaraz – zaraz I widzę – nas fajnie widzieć siebie młodym we wspomnieniach….

Ile razy jestem tam w pobliżu opowiadam o Tobie Reniu, Tacie. Nasze krótkie chwile, ważniejsze dla mnie niż całe lata….

Poznałem, też Renia brata, którego nie widziałem nigdy. Poznałem go przez opowiadanie, bo Renio często mi o nim opowiadał. Wiem, że był lekarzem a później mieszkał po za Wrocławiem. Mam wrażenie, że Renio zawsze bardzo go kochał i kocha mimo, że już go nie ma….

Wyobrażam sobie teraz nasze spotkanie Renio, Brat i ja i wszyscy rozmawiamy jakbyśmy się znali lata.

Widzieć brata mając zamknięte oczy – widzieć go słowami….

Po latach, gdy kontakt z Reniem się zatrzymał, zgubił gdzieś po drodze, pukam do drzwi jego domu we Wrocławiu. Otwiera mi Renia mama – niepewnie z niedowierzaniem starsza pani której upłynęły lata. Pytam co u Renia i już wszystko wiem i proszę mamę, by go pozdrowiła i by się odezwał, bo szukam go, bo bez niego w moim życiu, czasem smutno – jego puste miejsce we mnie czeka.

Renio znał, moją mamę, brata –  znał z opowiadania – jak ja jego Brata – może i to nas łączy to sugestywne stwarzanie światów ?  Widzimy słysząc…

Jak opisać więź duchową?

Mijają lata….

I nagle jak w kryminale telefon…

Renio, mój Renino… Nic się nie urwało –  wciąż jesteśmy w drodze – zawsze sobie bliscy.

I zaczęły się na nowo telefony.

Po latach  telefonów udało się nam spotkać w Wałbrzychu. Tym razem Renio w moim domu – nic się nie zmieniło.

I  pojechał  Renio…

I znowu telefony. I Renio opowiada o naszym życiu –  w Wałbrzychu jakby z nami był. Opowiada z daleka – a tak z bliska….  Więź duchowa…

Myśli Renia jak z drzewa obfitości – nie znajdziesz ich – po za nim!!!

–  jak to jest, że Renio wszystko wie…. że czuje co się u nas wewnątrz dzieje?

Życie dodało nam lat, zmarszczek i zabrało trochę zdrowia, zębów, włosów –  nie zabrało poglądów, szacunku, akceptacji na inność!

Czas się zatrzymał, jesteśmy tacy sami w naszych starszych ciałach – ideały się nie starzeją, mimo, że świat się zmienia, wędrują z postępem i zmieniają szatę!

Renio i ja – nie starsi panowie dwaj

–  masz w sobie tyle słów

– tak mam Reniu,

Musiałem z siebie wyrzucić słowa, które od Ciebie dostałem, niech rosną…

1 thought on “RENIO MÓJ DUCHOWY BRAT

  • Dobrze,a teraz zamkną się drzwi,by otworzyły się wrota.Wyśmienicie zapowiadający się aktor teatralny traci czucie w jednym z dużych palców na skutek przecięcia ścięgna.Początkujacy reporter czyta pierwsze relacje z Afganistanu.Najbliżej jest tam z sowieckiego Uzbekistanu.Ręka aktora wkrótce będzie zoperowana, by kreślić orbity na scenie dramatycznej.Początkujący reporter po zabaczeniu zanitowanych trumien na lotnisku w Taszkiencie już nigdy nie będzie chciał pisać o wojnie.Aktor i dziennikarz staną przy swoich krosnach.Będą tkać istoty w połowie z wapnia, z którego jest kościec człowieka, a w części z gęstego śluzu,z którego zbudowany jest mózg i w części z wody, która jest bazą dla krwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *