ŻAMPOL – BYŁEŚ PO PROSTU DOBRYM CZŁOWIEKIEM

JEAN PAUL – BYŁEŚ PO PROSTU DOBRYM CZŁOWIEKIEM

 

 

Żampol – będę o Tobie pisał po polsku, opowiadał i malował po polsku, mimo, że Ty chyba Francuzki jesteś, z duszą, ślimakami, Ludwikami i Luwrem. Jean Paul to Ty spolszczony polską fantazją francuzik.

Pamiętam jak przychodziłem Cię karmić, byłeś głodny bez domu czekałeś na deszczu, wietrze, aż ktoś Tobie i Twojej rodzinie coś – do jedzenia przyniesie. Było was pięcioro cala rodzina. Dwaj bracia i trzy siostry jeszcze wtedy dla mnie bezimienni, bezdomni i bezbronni.

Krążyliście po mało ruchliwej ulicy – wśród drzew wielkich i działek małych czekając, aż ktoś coś przyniesie, albo rzuci jak psu z okna a czasem z daleka, by was nie dotykać, by się nie pobrudzić – zarazić!

Było lato, może wiosna. Ciepło. Domu jednak wciąż nie mieliście. Nie mogliście się wykąpać, wymyć zębów po jedzeniu. Ubikacji, łazienki też nie mieliście, to gdzie mieliście załatwiać swoje potrzeby, nie tylko duchowe? Na działkach? Tak – na działkach, musieliście, na działkach, miedzy drzewami w trawie, pod murami i domami, ale kiedyś ciepło odejdzie i zimno przyjdzie. Kiedyś… I co wtedy?

I nadszedł czas, że dobrzy ludzie co rzucali Wam – coś tam a czasem wlali coś do picia, którzy jeszcze chwilę temu kochali was, mocno, szczerze z ludzkim sercem na dłoni powiedzieli. Dosyć! Śmierdzi, nie można się tu załatwiać! Uciekajcie stąd – wynocha! I tak miłość do brata mniejszego skończyła się. Zostaliście sami, bez domu łazienki, jedzenia i picia. I bez tego ciepła, które czasem płynie z ludzkiego serca. Tego ciepła, które grzeje i potrafi ogrzać nawet w chłodny dzień, które ogrzewa miłością – po – pro – stu.

I już, jesień, powoli zbliżała się zima, może to dla tego co raz częściej zaglądaliście na klatki schodowe i do piwnic?

I już zima i zimne serca, kiedyś ciepłych dla was ludzi przestały grzać i nie wzruszały już się waszym trudnym losem. Przestały kochać i coś więcej dla was chcieć!

I już na prawdę zima i wy bezdomni i bez wszystkiego co jest potrzebne do życia. Bez…

Moja żona powiedziała wtedy, chodźcie do nas. U nas ciepły kąt się znajdzie. U nas będzie ciepło i do picia i jedzenia też. Powiedziała chodźcie, to po drugiej stronie jest.

Wy znaliście moją żonę z obiadów kolacji i śniadania i ciepłego słowa i obejmowania i brania was wystraszonych na ręce. Znaliście jej ręce.

To po drugiej stronie jest. Chodźcie….

I przyszliście, kto z was resztę przekonał, że można, że bezpiecznie, może to byleś Ty Żampol, może powiedziałeś ” strach ma wielkie oczy „. Strach jest tu a nie tam. To po drugiej stronie jest.

I zamieszkaliście obok nas. A zima jeszcze mroźniejsza niż tamta z tamtego roku. I co raz zimniej, mniej cieplej. Zapadła decyzja.

Trzeba zbudować wam dom. no może domek, by było ciepło, bezpiecznie, by był wreszcie spokój i spokojny sen.

Pojechaliśmy do Castoramy po materiały i co jeszcze trzeba.

I powstał dom, ze styropianowej dziesiątki z małym wejściem, by ciepło nie uciekało a zimno nie wpadało z zasłonką do dołu zamiast drzwi. I ciepłym wełnianym materiałem zamiast materaca.

Zaraz, zaraz dom dla pięciu ze styropianu tylko? A na podłodze ciepłe wełniane szmaty?

Tak ze styropianu! Bo oni wszyscy „pięciu to byli kotki” Małe w łaty – różne – kotki. Piękne, kolorowe mordki. To byli kotki już teraz nasi sąsiedzi – przysposobiona rodzina. Adoptowani.

Nasi kotki. Wiem, ze dziwnie, śmiesznie i naiwnie brzmi, ale myśmy tak mówili.

„ Nasi kotki ” Tak się wszyscy w trójkę wygłupialiśmy, może to ze szczęścia, może to z dzieciństwa, a może ot tak po prostu, mówiliśmy – swoim śmiesznym językiem.

„ Nasi kotki „ całe ich pięciu. Tak mówiliśmy o nich śmiesznie bawiąc się z nimi i ucząc ich walczyć o swoje. Mówiliśmy w trójkę , bo dołączył do nas nasz syn. Domek zbudowała, żona.

Rodzina pięcioosobowa, bez imion i nazwisk. Jak ich wszystkich pięknych – pięknie – nazwać?

No i wreszcie zapadła decyzja. To będą francuziki. Francuskie imiona i nazwiska tak pięknie brzmią. I tak po kolei.

Ty Żampol byłeś pierwszy potem Jambon, Jean Gabin, Jean Paul Belmondo, Jean Marie. I tak zamieszkaliście w łączniku na trasie z kuchni do garażu i z garażu do kuchni. Zawsze po drodze spotykaliśmy się z wami. Jedzeniem, zajęła się moja żona. Śniadania, obiady, kolacje zawsze były na czas. Mogliście chodzić do ogrodu i robić tam swoje, myć się, bawić i polować. Piasek był wam niepotrzebny, tylko nasze koty miały kuwety i prawdziwy z cegły dom z centralnym ogrzewaniem i światłem elektrycznym.

A nasze trzy wystraszone koty, były zazdrosne, że zabierzecie im dom, gaz, ciepłe kaloryfery no i telewizor z National Geographic i Animals. No cóż koty jak ludzie boją się o swoje, boją się, że coś stracą.

I tak mieszkaliśmy my ludzie, nasze ciepłe koty, cała trójka i was pięciu zimnych.

Dzisiaj wiem, że to był dobry czas, jak złoty wiek. Czasem trochę ciężko było no bo trójkąt a z tym różnie bywa! Za to ile dobrych, nowych wiadomości, wiedzy, uczuć, jak je pokazywać i jak nie wywalać złości.

A – te koty z Dworu – z małego styropianowego domku wszystkie spały wtulone w siebie w kulkę, by było im ciepło. Wsadzałem tam nie raz rękę do tego ich domku w zimę, gdy na zewnątrz było minus a u nich było plus! Wierzyć się nie chciało, że tak może być – a było. Kto im dawał ciepło?

Gdybym wtedy wiedział, że w tym ich domku tyle ciekawych rzeczy i spraw się dzieje. Jak się nawzajem wspierają, kochają. Brat myje brata –  siostra – siostrę, albo się mieszają i myją się nawzajem. Jak kształtują się ich charaktery, który bardziej lubi myszy a który jedzenie z puszki, której nie chce się łapać bo łatwiej jest pójść na gotowe, bo z puszki z marchewką jest lepsze – a myszki z ogrodu w sobie warzyw nie mają! I co to znaczy świeże mięso z lodówki, zamiast ptaszka z gałęzi albo krecika z dziurki.

Mogliśmy wtedy podłączyć kamerę to by dopiero był National Geographic i Animals. Nie znane, życie kotów w mieście.

A czy nasze koty, by taki program oglądały? Nie wiem i już się nie dowiem! Nie ma filmu!

Minęła bezpiecznie zima. Wszyscy w tę zimę ogrzewaliśmy się, ciepłem z domu z ręki z serca z miski. Każdy brał tyle ciepła ile potrzebował i tyle samo, oddawał.

Pierwsze dni wiosny, mimo, że kwiaty budzą się do życia i życie też się budzi dni, ciepłe nie są.

Aha zapomniałem! Żampol wyraźnie się wyróżniał. Moja żona patrzyła na niego przychylnym okiem, czy już wtedy go…? bywał wpuszczany do naszego domu na „ ciepło „  bo marznie. Tak jak by tamte nie – marzły! Siedział na kanapie do wieczora, był głaskany oglądał z naszymi telewizję, ale z daleka, a późnym wieczorem wracał do swojego domu, gdzie ciepło inaczej ale zimno wokół. Czy opowiadał swoim co u nas widział, nie wiem? Na pewno był emisariuszem. Czy wiedza z Ciepłego domu pomagała jego braciom i siostrom. Myślę, że już wtedy, gdy przychodził w odwiedziny zaczynał być kochany…

Widziałem jak patrzy na niego moja żona… Tak już wtedy – chyba go kochała.

Myślałem wtedy, tak takiego kota nie można, nie kochać, mimo, że jest rudy! Miłość jest ślepa, kochamy tych dziwnych, innych nie rozumiejąc wcale jak można ich nie kochać! Kochamy ich za to, że po prostu są i za to, że właśnie tacy są!

Powoli jednak docierało do mnie, że mieszkanie w trzy rodziny, nie jest proste i łatwe!

Oczywiście jest dużo radości zabawy, niesamowitych przeżyć, doświadczeń, ale jest też ta druga strona ta ciemna mniej atrakcyjna. Awers i rewers i inne takie plus i minus. No po prostu tak jest. Nie będę dalej dokładnie tego opowiadał, chcę zachować dobre wspomnienia.

No i zaczęła się migracja, każdy chodził do każdego, wszystko się mieszało, domy, koty, ludzie. Zapadła decyzja!

Do innego domu – z miasta na wieś!

Siostrzyczki w klatkach połapane. Nikomu nie życzę łapania wolnych kotów i wkładania ich do klatek to tak jak kiedyś łapano wolnych ludzi też do klatki a potem wywożono w nieznane. Co one wtedy mogły myśleć, czy w ogóle myślały, czy strach był tak wielki, ze robiły siusiu?

A Żampol i Jambon? Oni mieli lepiej emigrowali bliżej tylko jeden kilometr może dwa, kilka ulic dalej, na peryferie miasta, gdzie, krowy, kaczki i kury. Czy to ich uspokoiło? Czy wiedzieli, że są niedaleko, czy czuli się bezpieczniej? Czy słyszeli w ciemna głuchą noc jak moja żona gwiżdże na nasze ciepłe koty? W nocy prawie całe miasto śpi – głos, gwizd, dalej się niesie. Czy słyszeli ten gwizd? Ten gwizd, który znali.

No tak – był wreszcie spokój – tak po ludzku. Nie plątał się nikt i między nogami. Spokojniej było a jednak trochę smutniej. No tak, nie da się wszystkiego na raz mieć! My ludzie to wiemy. A koty?

„ Cicho spokojnie wilgoć „ To chyba Gombrowicz. Nie wiem, nie pamiętam. Dawno nie czytałem!

Aż tu pewnego dnia, może po miesiącu, parzę a tu Jambon wrócił! Niemożliwe! Jambon wrócił!! Przecież koty nie wracają! Nie przechodzą przez ulicę, gdzie tyle samochodów, ludzi, świateł.

Wracają psy, ptaki, ryby, nawet ludzie. Wraca Lessie, ale nie koty! Koty, może nie, ale Jambon tak! I znowu na powrót został. I zamieszkał w domku sam.

I za jakiś czas znowu Rudy, tym razem Żampol, już wtedy wiedziałem, że niemożliwe staje się możliwe, że wiara góry przenosi. Żampol musiał to wiedzieć! Musiał w to wierzyć, gdy szedł prawie dwa kilometry przez ulicę wśród samochodów, przechodniów klaksonów, gdzie inne psy i koty. Musiał w to wierzyć skoro pierwszy raz tak jak Jambon pokonywał nieznaną, drogę. Nie miał żadnego doświadczenia. Bo przecież bez kompasu, plecaka, kanapek i czegoś do picia. Musiał po swojemu kociemu wierzyć!

Zostali, zamieszkali dwaj…

Zaczęły się wiosenne prace w ogródku. Żampol pracował ze mną podchodził od tyłu i zaczepiał mnie swoją rudą głową a gdy wyrzucałem chwasty, gdzieś daleko w powietrze – specjalnie wysoko w górę to je łapał i przynosił. Było fajnie. Pracowaliśmy razem. Jak on walczył o moje względy. Dzisiaj to posadził bym mu w ogrodzie kocimiętkę. Dzisiaj.

Jambon musiał jednak wyruszyć w kolejną daleką podróż.

Życie. Do dzisiaj na szczęście nie powrócił.  Żampol pokazywał, że to on był szefem, że to no był najważniejszy, że to on był Król.

Nadeszła kolejna zima. Żampol co raz częściej przychodził na ciepło, jedzenie i telewizję. Wiedziałem już, że to pretekst. Jego powroty do domku tak samo jak dla niego, dla mnie były trudne! Jednak dla mojej żony naj – bardziej – chyba. Powtarzałem sobie często w myślach fragment przysięgi małżeńskiej „ Na dobre i na złe „ Nie raz patrzyłem na nich razem, bawiących się oglądających telewizję i przy jedzeniu… Ona chyba go kocha… Kochać kota jak człowieka. Niemożliwe? Nieee, takiego kota nie można nie kochać, nawet gdy jest Rudy!

Czas leciał…    Zabawy w ogrodzie w domu, wspólna kolacja z naszymi kotami. I zamyślenia… co dalej? Jak z tym naszym zżytym z nami Żampkiem. Czy on już wtedy wiedział, że domy się wymieszały, że on już miał dom i domek. Mały domek na zewnątrz jak komórka na ziemianki, węgiel i kiszoną kapustę. Mały domek jak komórka… Jak to dziwnie brzmi.

Jak opisać normalne codzienne życie? Noce i Dnie i przedpołudnia. Jak opisać normalne monotonne spokojne życie, by nie było banalne, puste, wymyślone?, że śniadanie, praca telewizja, spokojne rozmowy i kłótnie. Zakupy, sąsiedzi, koledzy, ogród. I co jutro na obiad. I gdzie pojechać na wakacje i co i gdzie i jak – i gdzie boli? I takie po prostu normalne, zwykłe szczęście?

Ty co czytasz znasz życie i na pewno umiesz sobie to dzisiaj wyobrazić, więc wyobraź sobie, bo ja teraz nie potrafię tego normalnego szczęśliwego życia opisać, może kiedyś.

I tak żyliśmy sobie z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Żampol się do nas przybliżał, my do niego. Zauważyłem, że nasza przyjaźń  coraz bardziej nas zbliża.

Aha zapomniałem…. Żampol aportował piłeczki. Tak, tak. Tak było naprawdę pierwszy taki kot, nigdy o takim przypadku nie słyszałem i takiego kota nie miałem.

Zbliżał się dzień Świętego Walentego. Walentynki. Pomyślałem . Teraz.

Przedyskutowaliśmy tę decyzję z synem. Oboje zgodziliśmy się, że to teraz musi się zdarzyć. Poprosiliśmy żonę by się spokojnie położyła na wersalce i zaczęła marzyć. Wzięliśmy ŻAMPKA i położyliśmy go na niej.

Jest Twój. To Twój Walentynkowy prezent. Jesteście dla siebie stworzeni. I tak po prostu Żampol stał się członkiem naszej rodziny. Nasze koty go zaakceptowały, bo przecież przychodził po ciepło na kanapę i na Animals. No i zaczęło się normalne rodzinne życie z jednym synem więcej.

I tak mijał rok za rokiem. Wszyscy nawzajem się uczyliśmy. Poznaliśmy swoje dobre i złe strony. Marzenia, pragnienia i lęki. A Żampek, gdy tylko zamieszkał  z nami, przestał pomagać w ogrodzie. Piłeczki aportował rzadko. Zanosił je sobie za telewizor, kiedyś przypadkiem odkryliśmy jego skrytkę. Było ich tam pełno. No i stał się leniwy, nie trącał już główką. Zdobył co chciał i przestał się starać. Po prostu stał się leniwym człowiekiem kotem. No cóż w życiu tak po prostu bywa. Czasem z synem bawił się w samolot. Robił z synem takie dziwne kółka w powietrzu. Taka samolotowa beczka. Bardzo to lubili. Był ciągnięty za tylne łapy, na grzbiecie i hop kółeczko. Bił się także z innymi kotami w ogrodzie, ale przegrywał, bo by kłopotów z nim nie było i by nie znikał na kilka dni – na kotki , gdy one są chętne, został pozbawiony tego co jest męskie. No i trochę zniewieściał. Zrobił się taki koci Gender.

To nam było łatwiej, żeby jemu było trudniej. To my ludzie zadecydowaliśmy za niego. Czasem w myślach pytałem go jak mu z tym – nie kotem chłopakiem jest. Nigdy mi nie odpowiedział. Pewnie nie słyszał, albo nie chciał słyszeć. Bo to jednak boli gdy ktoś decyduje za Ciebie.

Żampol – ukochany kot mojej zony.

Minęło dziesięć lat.

Żampol teraz duża ilość słów dla ciebie…….

Byłeś i żyłeś jak człowiek. Nauczyłeś mnie, jak być ludzkim człowiekiem kotem, że ” Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Nauczyłeś, że na cztery łapy i że w ciszy bardzo dużo można. Nauczyłem się od Ciebie miauczeć, kiedy jest mi dobrze i gdy wołam jeść. I potrafię mocno drapnąć, kiedy jestem zły! Wiem, że jesteś gdzieś tam i wędrujesz i myślisz co u tych moich na ziemi słychać, co się u nich dzieje? Tak szybko odszedłeś z języczkiem na bok. Pamiętam jak leżałeś w jakiejś dziwnej pianie z mordki tuż koło wersalki już wtedy byłeś śmiertelnie chory. Dowiedziałem się o tym chwilę później u weterynarza. Wiem, że cię bolało, że bałeś, że płakałeś po swojemu Żampolemu. Byłeś jak wierny – pies – choć nie szczekałeś. Milczałeś jak ryba, ale ja słyszałem wszystkie twoje myśli i czytałem wszystkie twoje słowa. Zachorowałeś jak człowiek. Zwierzęta też chorują jak ludzie. Mają grypy, katary, reumatyzm. Lubią dobre jedzenie i nie lubią byle czego! Uwielbiają ciepło – i – na kaloryferze i zabawy. Lubią szaleć tańczyć i mieć święty spokój.

Miałeś raka co zabija ludzi. Nowotwór –  i w chwilę później nowy – Świat bez Ciebie się zaczął. Nowy Twór, bez kota przyjaciela. Kochany Żampku zasnąłeś i przeniosłeś się do Nowego  Świata. Ty już go znasz wiem, ale dlaczego się nie odzywasz? Nic nie mówisz, nie przychodzisz, nie wracasz. Jesteś tylko w snach.

Żampol – wiem, że kochała Cię moja zona. Nie, nie jestem zazdrosny! Takiego faceta jak ty nie można nie kochać! Wiem, że tu jesteś. Widzę cię, słyszę, czuję. Jesteś na moich kolanach. Tak wiem to takie wymyślone, nierzeczywiste, zakłócenie. Niby Cię nie ma a jesteś. Nie to nie schizofrenia. Jak cię tu nie ma? Jesteś, jesteś w mojej głowie w myślach. To ja cię tu teraz stwarzam. I znowu Gombrowicz? Nie wiem?

Dziesięć lat.

Żampuś ostatnie odchodzenie i pierwsze przychodzenie. A wszystko miedzy jednym a drugim. Całe twoje i nasze życie.

Będę do ciebie wracał jak do przyjaciela….

Kiedyś opiszę Twój pogrzeb, bez księdza, orkiestry, świec, beż mowy pogrzebowej, bez kumpli.

Tylko Ty – Ja i Łopata. Żegnaj przyjacielu.

Wszystko tak nagle się stało. Nie było twoich kotów, naszych kotów, kwiatów, feretronów i orkiestry! Pogrzeby kotów powinny być, ludzkie, piękne, szlachetne. Jak u ludzi.

Niech Ci ziemia lekką będzie.

2 thoughts on “ŻAMPOL – BYŁEŚ PO PROSTU DOBRYM CZŁOWIEKIEM

  • Majka, bardzo Ci dziękuję.Wpisuję ten komentarz nie wiedząc, czy dobrze to robię! Blog to mój dorosły TACTICAL. Uczę się nie tylko blogowo pisać, ale również na czym polega i o co chodzi z tą zabawką, która zwie się komputerem. O tych, korzyściach rozmawialiśmy i słowo ciałem się STAJE. raz jeszcze Ci bardzo dziękuje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *